
Świat nie może przestać rosnąć. Każde żywe istnienie może obumrzeć albo rozwijać się dalej. Ciągle się stawać. Nie możemy się zatrzymać, bo żeby żyć musimy też pragnąć, czujemy głód, który nigdy nie zazna satysfakcji, bo jej brak jest warunkiem życia. To tak naturalne, tak oczywiste, tak codzienne. Tak ludzkie. Tak jak larwa nie może nic poradzić na to, że w końcu stanie się wiosennym żukiem, tak ja nie zatrzymam siebie w dążeniu do spełnienia moich pragnień, których tak często sama nie rozumiem. Może jest jakiś cel w tym, że tak często chcemy tego, czego nigdy nie będziemy mieć. Pragnienie niemożliwego tworzy wiecznie niedomknięty obieg, który niczym sinusoida będzie coraz bliżej swojego celu, ale nie potrafi się z nim zbiec. Następnie każdy niedomknięty obieg napędza dalej kolejne obiegi, tworzy kolejne pragnienia, kolejne formy, którymi powinniśmy się stać. To wszystko kumuluje się w misterną sieć, która oplata całe stworzenie. Czasem czuję, że to wszystko można ułożyć w jakiś niesamowicie skomplikowany algorytm, który pcha życie do przodu, algorytm, który nigdy nie zostanie sfinalizowany i rozrasta materię niczym nowotwór.