POWRÓT

Po co chcę stać się częścią harmonii, układu większego ode mnie? Uczestniczyć w pięknie tego świata? Wyznawać je jak religię? Kiedy zakładam biżuterię, ubieram sukienkę lub zbyt dużą koszulę, której miękki materiał dotyka moje ciało, zapraszam przyjemność i cierpienie, tak nierozerwalnie ze sobą spojone. Tworzę obraz samej siebie na podobieństwo piękna wszechświata i ukrywam wszystko, co pod spodem, moją miękkość, wilgotność, ukrwienie. Złączam siebie z moją symboliką i sygnalizuję swoje znaczenia. Idąc za jakąś pokrętną logiką chyba próbuję udowodnić sobie w ten sposób, że naprawdę jestem człowiekiem. W ten sposób wpiszę swoje ciało w okrąg i kwadrat, będą prawdziwa. Tak prawdziwa jak ludzie z komputera, jak postaci patrzących na mnie z renesansowych portretów.

Piękno jest prawdą. Musiałabym wywrócić się na drugą stronę, żeby nie potrafić w to wierzyć. Jednak to co we mnie ludzkie, jest tak dalekie od tego, co widzę jako ludzkie. Pragnę czegoś czego nigdy nie miałam i nigdy nie będę mogła mieć, albo może posiadałam od zawsze, ale nigdy nie zauważyłam, skupiona na pogoni za czymś kompletnie innym. Drążę, wycinam, wspinam się i uginam, układam się w pętle i ciągi logiczne nie prowadzące do nikąd. Zawsze jestem tak blisko odpowiedzi, że mogę jej dotknąć, ale nie dochodzę do niej nigdy.

Rozdrapię każdą ranę licząc na to, że pod spodem moja skóra będzie gładka jak marmur.