POWRÓT

Kupiłam sobie ostatnio sukienkę. Pierwszą od wielu lat. Jest długa, ma bufiaste rękawy i kopertowy krój. Od gimnazjum nosiłam za duże ubrania z męskiej sekcji sklepu z odzieżą używaną. Nigdy nie chciałam być piękna, ani kobieca. Moje ciało miało być sekretem o którym wiem tylko ja. Piękno mogło dotyczyć innych, widziałam je wszędzie wokół mnie, ale ja byłam osobno, odległa od kanonów i proporcji. Uciekłam w swój środek. Mój odruch bezwarunkowy. Mimowolny imperatyw. Kiedy czuję, że przecież powinnam być czysta i pełna harmonii chowam się najgłębiej jak się da. Nie pasuję do tego świata oczu pełnych ufności i szlachetnych słów, eleganckich butów i równo przyciętych paznokci. Nie chcę w nim uczestniczyć. Nigdy nie śpię nago, bo kiedy czuję swoją skórę jest we mnie zbyt duży dyskomfort. Jestem człowiekiem, ale moje ciało nie należy do mnie. I kiedy wstaję rano czuję wstyd, że zajmuję przestrzeń tego świata.

Ale jednak kupiłam sobie ostatnio sukienkę. I kiedy mam ją na sobie czuję, że jej piękno sprawia, że staję się częścią ludzkości. Tego jaka powinnam być według mojego ojca i tego jak wyglądają prawdziwi ludzie i tego czego oczekuje się wobec płci, którą przypisano mi przy urodzeniu. I wiesz co? Chyba mi nie wstyd. Chyba dobrze jest czasem przestać walczyć. Mówię to, jakbym pytała Cię o pozwolenie. Kupiłam sukienkę, żeby się poddać wszystkim zasadom tego świata. Nie musieć udowadniać Ci mojej wartości pomimo mojego braku. Wpuścić do siebie, to czego nauczono mnie, że jest piękne. I czuję się w niej całkiem pięknie, chociaż na razie noszę ją tylko po domu, żeby to co czuję pozostało tajemnicą. Kiedyś pójdę w niej na plażę, poczuję wiatr na moich włosach i powiem - tak. Jestem częścią. Jestem tym kim miałam być i nie jestem inna od mojej matki, i babci, i siostry, i tych wszystkich ludzi, którzy byli tu przede mną i którzy będą tu po mnie.

Ale na razie wiesz o tym tylko Ty.

DALEJ